niedziela, 28 lutego 2010

Happy Holi!

Tym razem nie będzie o pocztówkach:)
Jutro hindusi będą celebrować najbardziej kolorowy dzień w roku:) Ludzie wyjdą na ulicę cali ubrani na biało i będą obrzucać się kolorowymi proszkami oraz polewać zabarwioną wodą. Moim marzeniem jest wziąć kiedyś udział w obchodach tego święta w Indiach...
Krajobraz przed imprezą wygląda tak:

Po wielkiej bitwie wszyscy wyglądają pięknie obsypani barwnym pyłem.

Dlaczego oni to robią? Czytałam gdzieś, że jest to przywitanie wiosny i pożegnanie suchego monsunu. Porównałabym to do topienia Marzanny. Ludzie cieszą się, że zima za nimi i wkrótce zacznie padać życiodajny deszcz. Jednak ta teoria nie jest do końca prawdziwa. Gdyby tak było Holi byłoby obchodzone również przez muzułmanów, sikhów, chrześcijan i buddystów. Nie jest łatwo znaleźć przyczyny obchodów Holi. Obrzędy hinduizmu są różne w różnych rejonach Indii, lub mają inne początki. Tak więc na południu Holi upamiętnia bogu Kamie. Legenda mówi, że tego dnia Kama został spopielony przez Śiwę na jednej z gór. Żona Kamy- Rani na pamiątkę jego śmierci kazała wyznawcom śpiewać tego dnia pieśni o zabarwieniu erotycznym oraz składać ofiary z drzewa Aśoki, którego kwiaty symbolizują miłość fizyczną. Na północy Holi symbolizuje zwycięstwo Kryszny nad Putaną. Będąc w Indiach tego dnia można natknąć się na inscenizacje tej potyczki. Oczywiście jest to wielkie uogólnienie. W tak wielkim kraju nic nie jest jednoznaczne...
Holi, ze względu na swój urok, często jest przedstawiany w filmach z Bollywood. Dlatego, aby lepiej wczuć się w klimat tego święta proponuję obejrzenie piosenki z filmu "Mohabbatein". To moja ulubiona piosenka pokazująca Holi.


No i najważniejsze: HAPPY HOLI!!

środa, 24 lutego 2010

Muminki

Już nigdy nie będę narzekać na kartkę z Finlandii! Dostałam dziś kopertkę z narysowanymi Muminkami, a w kopercie była śliczna kartka.

W środku była dołączona płyta z piosenkami z Muminków w wersji normalnej i karaoke. Wszystko po fińsku. Świetna zabawa!

wtorek, 23 lutego 2010

Indie.

Dostałam dziś piękną kopertę od mojej znajomej Jeevan Jyoti. Jyoti-thanks! It's awesome!

FDC przedstawia tradycyjne indyjskie tkaniny. Najbardziej podoba mi się jedwab z Benaresu, miasta które polskim fanom Bollywoodu kojarzy się tylko z betelem. Ale wszystkie tkaniny mogą zachwycać, głównie misternością wykonania.
W kopercie znajdowały się dwie pocztówki. Jedna z nich przedstawia typowy krajobraz stanu Himachal Pradesh, gdzie mieszka Jyoti.

Druga przedstawia kobietę ubraną w tradycyjny strój mieszkańców Kinnauri (to jednostka administracyjna wchodząca w skład stanu Himachal Pradesh). Szukałam w googlach, ale nie wiem czemu nosi ona błyskotki zasłaniające oczy. Pewnie niezbyt to wygodne, ale czego się nie zrobi aby być piękną...

W kopercie znalazłam również śliczne znaczki. Ten przedstawia Aruna Kumara Chatterjee (1926-1980) znanego jako Uttam Kumar. Uttam był jedną z gwiazd kina bengalskiego. Od najmłodszych lat przesiąkał aktorstwem, jego rodzina prowadziła teatr. Pierwszą rolę zagrał w wieku 10 lat w adaptacji jednej z powieści Tagore'a, Kariera aktorska musiała poczekać kilka lat kiedy młody Arun chodził do szkoły, pochłaniał go również sport, w którym odnosił sukcesy. Ukończył wyższe studia, po któryh podjął pracę księgowego w jednym z biur w Kidderpore. W wolnym czasie grał w amatorskich przedstawieniach teatralnych. Z jedną z grup wyruszył do Kalkuty gdzie został "zwerbowany" przed wytwórnię filmową Tollygunge Studio. Pierwszy film, w którym zagrał to "Mayador", który nigdy nie był wyświetlany. Jego kolejnym etapem w karierze była rola w filmie Nitina Bose "Drishtidan" (premiera tego się odbyła).
Kontynuował karierę jako aktor, reżyser i producent. Zagrał nawet w kilku produkcjach kina hindi, lecz jego serce zostało przy Bengali cinema. Kiedy rząd indyjski ustanowił Narodową Nagrodę dla najlepszego aktora i aktorki był pierwszym, który ją otrzymał (za rolę w filmie "Antony Firingi" w 1967r.) Uttam zmarł w wieku 54 lat, a przyczyną zgonu był rozległy zawał serca...
Niestety nie miałam przyjemności oglądać żadnego z filmów Uttama, a szkoda bo na pewno był wspaniałym aktorem.

Drugi znaczek przedstawia Madhubalę, czyli jedną z największych aktorem kina hindi (czyli Bollywoodu) w latach 50. i 60. Madhubala, a właściwie Mumtaz Begum Jehan Dehlavi pomimo ogromnego talentu i świetnej kariery nie miała szczęśliwego życia. Była wykorzystywana przez swojego ojca jako maszynka do zarabiania pieniędzy. To on negocjował kontrakty, rozmawiał z reżyserami a nawet decydował z kim ma spotykać się córka. Pierwszym filmem, który osiągnął sukces był "Mumtaz Mahal". W 1951 roku wysąpiła razem z bożyszczem tłumów Dilipem Kumarem w dramacie "Tarana". Był to początek trwającego sześć lat romansu pomiędzy dwójką aktorów (oczywiście szanowny tatuś o tym nie wiedział). Związek zakończył się gdy Dilip składał zeznania przeciwko ojcu ukochanej. Prawdziwy rozgłos przyniosła jej rola w "Mughal-e-Azam", filmie który nawet dziś zachwyca rozmachem. Madhubala grała tam Anarkali-niewolnicę, ukochaną księcia Salima, który był synem Cesarza Akbara (historia miłosna Anarkali i Salima to tylko legenda, tak jak to, że matką Salima była Jodha). Salima grał oczywiście Kumar (gdy zaczynano pracę nad filmem byli razem). Granie Anarkali nie pozostało bez wpływu na zdrowie aktorki. Reżyser kazał zakuć Madhubalę w ciężkie łańcuchy, gdy zemdlała badania lekarskie wykazały poważną wadę serca. Jednak nawet to nie powstrzymało jej ojca przed wykorzystywaniem córki. W 1960 roku aktorka wyszła za mąż za popularnego playback singera Kishore'a Kumara. Małżeństwo jednak nie trwało długo (po miesiącu Madhubala wróciła do domu rodziców).
Ostatnie lata życia spędziła w samotności. Zmała w 1969 r. w wieku 36 lat.
Z różnych powodów nie obejrzałam wielu Bollywoodzkich "klasyków", a wielu aktorów z tamtych lat znam tylko z tego co o nich przeczytałam. "Mogoła Wielkiego" obejrzałam na YT. Było warto! Wystarczy spojrzeć na Madhubalę by dostrzec, że ma ona coś w sobie... Szkoda, że dzisiejsze aktorki nie są choć w połowie tak czarujące...

Pompeje i Colorado

Znowu musimy przenieść się o kilka lat wstecz. 2000 lat temu wybuch wulkanu całkowicie zniszczył tętniące życiem miasto. Lawa Wezuwiusza sprawiła, że pompejczycy zostali wiecznie młodzi, do dziś możemy oglądać co robili gdy zastała ich śmierć. Niektórzy uciekali, a inni zamienieni w rzeźby ciągle wykonują codzienne czynności...

Następna kartka przedstawia cudny krajobraz amerykańskiego stanu Colorado.

poniedziałek, 22 lutego 2010

Francja i egzotyka...

Przenosimy się do Imperium Romanum, a dokładniej do jednej z francuskich prowincji. Historia miasta Nimes w południowej Francji sięga jeszcze czasów przed Chrystusem, jednak miasto zaczęło prężniej się rozwijać gdy znalazło się w granicach Cesarstwa. Razem z rzymskim zaborcą w miasteczku pojawiły się zdobycze ówczesnej cywilizacji: akwedukty, drogi, budownictwo świeckie i sakralne i oczywiście miejsca rozrywki, jak ten amfiteatr wybudowany za panowania Oktawiana Augusta.

Kartka bardzo mi się podoba, tak samo jak znaczek-reprint jednego z dzieł Van Gogha.

A teraz obiecana egzotyka-pocztówka z Warszawy. Nigdy nie przyszłoby mi to do głowy, że będę kiedyś opisywała ją na blogu. Pocztówka pokazuje śliczną ulicę Piwną (która ciągle myli mi się z chmielną). Piwna, jak nie trudno zgadnąć, to jedna z ulic na warszawskim Starym Mieście, a tam bywam często (zagłębie India Shopów). Ulica ta też jest poniekąd związana z moją pasją... Zawsze gdy jestem na Starówce z bratem i ojcem próbuję ich namówić na wizytę w Namaste India (indyjska restauracja). Jak na razie nigdy tam nie byłam;(

sobota, 20 lutego 2010

Wszystkiego po trochu...

Zebrałam wszystkie kartki z tygodnia i wrzucam je teraz. Przepraszam za opóźnienia, ale po szkole wracam taka padnięta, że nie mam siły na nic.
Pierwszą kartkę dostałam z Bydgoszczy od Mikisa. Bydgoszcz to miejsce urodzenia Michała. Jako, że trwa Rok Chopinowski, a za dwa dni rozpoczną się tygodniowe obchody urodzin Fryderyka, warto wspomnieć o wybitnym pianiście związanym z tym miastem. Mowa oczywiście o Rafale Blechaczu, laureacie Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina. W tym tygodniu można zobaczyć i posłuchać Rafała w warszawskiej Filharmonii, gdzie przez cały tydzień brzmieć będą utwory Chopina.

Następna kartka przyszła z Richmond w stanie Virgina. Przedstawia miejsca, które każdy będąc w Richmond musi zobaczyć! Dwa pomniki, które widzimy na kartce przedstawiają Jerzego Waszyngtona. Może jestem dziwna i się nie znam, ale postac na koniu przypomina mi Bonapartego...

Teraz kolejny chiński widoczek. Niestety nadawczyni nie napisała gdzie fotografia została zrobiona. Ona sama pochodzi z Changqing, więc obrazek może przedstawiać okolice tego miasta. Jak tam jest zielono!

Nadeszła pora na widoczek, który przypomina te, które pogoda tworzyła w Polsce jakiś czas temu. Teraz zaczyna się odwilż i wszędzie jest mokro i szaro.
Suomenlinna to twierdza w jednej z helsińskich dzielnic. Dzisiaj nie pełni roli obronnej, ma jednak znaczenie dla turystyki. Od kilkunastu lat jest jedną z pozycji z listy światowego dziedzictwa UNESCO.

wtorek, 16 lutego 2010

Norwegia,Niemcy, Białoruś i USA

Kartka przedstawia bramę jednego z mińskich stadionów. Została wybudowana w 1934. Niestety wojna nie oszczędziła konstrukcji. Część kolumnady została odbudowana w 1954 i dziś jest to jedna z atrakcji Mińska.

Następna kartka przedstawia miasteczko Bad Karlshafen położone gdzieś u naszych zachodnich sąsiadów. Zostało założone w 1699 przez francuskich hugenotów. Miasto otocznone jest gęstym lasem, mieszkaniem mitów i legend, które były inspiracją dla bajek braci Grimm. W pobliżu znajduje się także zamek śpiącej królewny. Musi być cudny...

Skoki narciarskie to chyba jedna z najnudniejszych dyscyplin jakie znam. Nie rozumiem całego tego szumu związanego z Małyszem, dmuchania do telewizora itp. Ja w ogóle nie jestem pasjonatką sportów zimowych. Dlatego dziwi mnie, że ktoś chciał wysłać mi kartkę ze skocznią narciarską. Na Wielkiej Krokwi byłam, ale na tą w Oslo chyba bałabym się wejść...

Ostatnia kartka wzbudziła zachwyt wśród domowników. Dostałam ją z walentynkowego tagu i to niestety jedyna walentynka jaką w tym roku dostałam;( Kartka przyszła z Nowego Jorku i jest repliką kartek wysyłanych na początku dwudziestego wieku.

A na drugiej stronie była fajna naklejka: